Trucicielka to zbiór czterech opowiadań, które - jak twierdzi autor - są kwiatami stanowiącymi jeden zwarty bukiet. Najpierw jednak powstał ów bukiet a dopiero potem zostały do niego dobierane odpowiednie kwiaty. Oznacza to, że autor stworzył najpierw projekt, przesłanie, tematykę ogólną a dopiero potem pracował nad poszczególnymi elementami.
Opowiadania z pozoru są bardzo różne. Po zamknięciu książki zdajemy sobie jednak sprawę, że mówiły o tym samym. Od ludzkiej przemianie z człowieka dobrego w złego i złego w dobrego. Zadane zostało też pytanie, czy przemiany te mają jakiekolwiek znaczenie, bo "odkupienie, którego dokonujemy dzięki uświadomieniu sobie różnych rzeczy zwykle przychodzi za późno. Zło się dokonało.... Poprawa nie wymaże nic z tego, co już się stało" (str. 245). Bohaterowie historii przezywali wzloty i upadki moralne, zmieniali się pod wpływem doświadczeń, niszczyli siebie nawzajem jednocześnie się kochając. Książka przypomina o życiowych priorytetach, o znaczeniu poszanowania godności drugiej osoby, o tym, co staje się z człowiekiem, kiedy zostaje przesiąknięty złem. Jakie sa konsekwencje tego zła? Dla każdego inne. Jedni w odpowiedniej chwili pukają się w głowę i starają się naprawić swój mały świat, ale znów pytanie... czy jesteśmy w stanie naprawić? Zło się dokonało.
Książkę czyta się bardzo szybko i sprawnie a jednocześnie z ogromnym zainteresowaniem. To, na co chciałam zwrócić szczególną uwagę to pamiętnik Schmitta, który zostal umieszczony na końcu opowiadań. Autor zamieścił w książce swoje zapiski i przemyślenia z okresu tworzenia opowiadań. I powiem Wam, że jest to niezwykła wartość. Po pierwsze możemy poznać, co autor książki czuje i myśli w trakcie procesu twórczego. Po drugie - to prawdziwa gratka dla wszystkich, którzy mają swoje notesy, w których zapisują wyszukane i wartościowe cytaty. Schmitt prawie na każdej stronie podaje zdania tak pobudzające do myślenia, że trudno się oderwać od teksu. Bardzo mi się podobały rozmyślania na temat dobra i zła, ale to, co zwróciło moją największą uwagę to "debata" na temat książek. Autorowi bowiem często zarzucano, że idzie na łatwiznę, ponieważ pisze krótkie opowiadania a nie obszerne tomiska. Zdaniem krytyków, postaci i ich historie powinny być bardziej rozbudowane a książka powinna posiadać co najmniej 300 stron. Schmitt uważa jednak, że napisać opowiadanie jest trudniej, niż obszerną książę. W dużej książce mamy bowiem wszystko podane na tacy. Opisy sa tak szczegółowe, że czytanie nie wymaga od czytelnika większego wysiłku. Chcemy pisarstwa olejnego, wielu grubych warstw, rozdziałów z opisami, dialogów, które mają gęstość codziennej paplaniny; jeżeli powieść jest usytuowana w przeszłości, wymagamy od niej wiedzy historycznej, a jeżeli dzieje się współcześnie - potwierdzonych dowodami analiz dziennikarskich. Krótko mówiąc, lubimy znój, pot, udokumentowane umiejętności, pracę, którą widać: chcemy pokazać egzemplarz przyjaciołom, dowieść im, że nie daliśmy się oskubać artyście ani sprzedawcy. (str. 233)
W opowiadaniach jest zupełnie odwrotnie. Konstruując opowiadanie, należy tak skrócić tekst, aby pozostawić kwintesencję nie tracąc niczego z opowieści. Reszta należy do czytelnika i jego wyobraźni. Ponadto dobre opowiadanie będzie tak zgrabnie napisane, że czytelnikowa wyobraźnia popłynie dokładnie w tym kierunku, w którym chciał autor. "Opowiadanie jest szkicem powieści, powieścią, z której wykreślono wszystko, co zbędne".
Polecam. Nawet jeśli nie będziecie mieli ochoty przeczytać Trucicielki, przeczytajcie chociaż zapiski z tyłu książki. To zaledwie 20 stron, ale niezwykle wartościowych zawierających sedno.
Eric - Emmanuel Schmitt
Trucicielka
Wydawnictwo Znak
246 stron




Przeczytam. Tym bardziej, że książkę mam w domowej biblioteczce :))
OdpowiedzUsuń na zawsze