sobota, 28 stycznia 2012

Latarnik - Camilla Lackberg

Co tu dużo mówić - zachwycająca, porywająca, baaaardzo wciągająca! Może świadczyć o tym fakt, że nie oderwałam się dziś od niej i przeczytałam 400 na 500 stron całości. Camilla Lackberg tym razem porusza temat znęcania się nad kobietami, maltretowania kobiet w małżeństwie, pojawia się też szwedzki znany gang. Trochę zaczęło mi to przypominać Stiega Larssona - jeszcze nie wiem, czy przez podobny motyw, czy dlatego, że ta tematyka trochę "zarezerwowana" jest dla niego. 
Książka napisana w bardzo dobrym stylu. Rozwinięcie poszczególnych wątków w odpowiednich proporcjach, wyważone, wzbudzające zainteresowanie, pobudzające mózg do analizowania ale nie zdradzające zbyt dużo. Kolejny raz przekonałam się, jak fajnie i ciekawie rozwija się styl autorki i jej warsztat. Już sobie wyobrażam jak się zabunkrowała z domku, za oknem gruba warstwa śniegu a ona daje życie nowym bohaterom, łączy wątki i historie, spina wszystko w jedną całość i dodaje czytelnikowi kolejnych wrażeń, rozczarować, wzruszeń i zaskoczeń jednocześnie trzymając w napięciu. :) Proces tworzenia takiej książki musi być niezwykle fascynujący!

Pamiętajcie, że przy okazji kolejnego morderstwa i kolejnych perypetii w małym szwedzkim miasteczku (jak na takie małe to już dużo osób tam poumierało), dowiadujemy się o dalszych losach ekipy z komisariatu, Anny, Dave'a, Pauli, Anniki, Mellberga, Gosty, Ernsta (psa) no i oczywiście Eriki i Patrika. A może jednak nie wszystkich. Cóż, ten kto przeczytał Syrenkę a nie przeczytał Latarnika, będzie wiedział skąd to zachwianie w moich słowach. 

Miłośnicy i fani Camilli Lackberg na pewno nie będą zawiedzeni. Osoby, które jeszcze ze stylem Lackberowskim się nie zapoznały, niech nie próbują sięgnąć po Latarnika! Proszę zacząć od Księżniczki z Lodu:) Ta przygoda musi mieć ręce i nogi:) 

piątek, 27 stycznia 2012

Teoria bezwzględności, czyli jak uniknąć końca świata - Beata Pawlikowska

Dziś premiera. Dziś już oficjalnie można książkę kupić w księgarniach, serwisach internetowych i gdzie tam jeszcze chcecie. I dobrze Wam radzę - idźcie do księgarni, kupcie ją nawet, jeśli będą to Wasze ostatnie grosze! Ja już od czterech dni spędzam czas z Beatą Pawlikowską i był to bardzo dobrze spędzony czas. Ba! To był rewelacyjny, bardzo pouczający, miły, kreatywny i inteligentny czas:) Przede wszystkim był to czas, kiedy miałam okazję chwilę zastanowić się nad swoim życiem, a z tym ostatnio trochę trudno. Czas jest zawsze dla kogoś a sobie najczęściej zapominamy. 
Nie chce zbyt dużo zdradzać. Właściwie to nie wiem, co mam napisać, żeby nie zepsuć Wam czytania. Beata Pawlikowska pokazuje w jaki sposób uchronić się przed końcem świata zapowiadanym przez Majów. Wiem, że z pozoru absurdalnie to brzmi, ale pozwólcie mi wyjaśnić. W książce przede wszystkim znajdziecie wytłumaczenie związane z kalendarzem Majów, ich wierzeniami i całą teorią końca świata i tą słynną datą. Ale spokojnie, wszystko w odpowiednich proporcjach.bez zanudzania i bez zbędnych elementów. To wszystko będzie miało odniesienie do naszego codziennego życia i naszego postępowania. Książka uzmysławia, jak codziennie niszczymy siebie, swój lokalny świat i świat wielki. Jak nie doceniamy tego, co mamy, jak uwielbiamy się usprawiedliwiać - coś nam się nie udało, bo... padał śnieg, ktoś nie zadzwonił na czas, nie bylo internetu... no jesteśmy mistrzami w usprawiedliwianiu się. Jednak Pawlikowska próbuje nma uświadomić w książce, że to my i tylko my jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, za swój los, za swoje postępowanie i za to, co nasz otacza, że świat oddaje nam to, co sami dajemy, że w przyrodzie nic nie ginie a szczególnie wysłana energia - i ta pozytywna i ta negatywna. 
Ja nauczyłam się, że wystarczy zmienić w życiu parę elementów a codzienność będzie piękniejsza. I trzeba przestac już narzekac na wszystko i sie podnosić, działać, funkcjonowac, bo od narzekania żadne drzewo jeszzce nie uroslo! ale od działania - owszem, bardzo wiele.

Trudno jest opisać moje wrażenia po przeczytaniu książki, bo są one bardzo osobiste. Na koniec powiem jeszcze, że jestem pod bardzo pozytywnym wrażeniem w kwestii wydania książki. Wydawnictwo I i J stanęło bardzo dobrze na wysokości zadania. Idealny papier, idealny format książki, cudowny zapach:), do tego ilustracje i charakterystyczne rysunki Beaty Pawlikowskiej, podział na rozdziały odpowiedniej długości (można było chwilę się zastanowić), no i dołączone kolorowe wysokiej jakości druku zdjęcia, czego wcześniej nie było.
Dawkujcie sobie - ja żałuję, że moje spotkanie trwało tylko trzy dni:/ 

Beata Pawlikowska
Teoria bezwzględności, czyli jak uniknąć końca świata
Wydawnictwo GiJ
335 stron

wtorek, 24 stycznia 2012

Zapiski niewidomego taty - Ryan Knighton

Czy osoby niewidome mogą i powinny mieć dziecko? Pociągnę ten kontrowersyjny temat dalej - czy osoby niepełnosprawne ruchowo i psychicznie powinny mieć dzieci? Czy można im zabronić? Prawa do miłości, do związku, do pełni szczęścia w takiej formie, w jakiej tego chcą. Czy można im zabronić założyć rodzinę? Pewnie teraz większość z Was się jest oburzona! Skąd takie pytania! Oczywiście, że mogą! Niech robią co chcą! A to dlaczego niewidomy nie może mieć dzieci? Przecież nie ma tylko wzroku, ma prawo być szczęśliwy! 
A teraz wyobraźcie sobie, że macie małe - MALEŃKIE - dziecko, musicie zmienić mu pieluchę, albo nie.... zainterweniować szybko, kiedy się zakrztusiło mlekiem. Nic trudnego - dziecko na przewijak, puder, pielucha czysta, pielucha brudna... dziecko do góry nogami, silne uderzenie po plecach, odkrztuszenie itd itd. A teraz zróbcie to wszystko z zasłoniętymi oczami i brakiem orientacji w terenie (bo przez przypadek obróciliście o dwa razy za dużo), nie wiecie, gdzie jest wasze duszące się dziecko, nie wiecie, gdzie są jego nóżki. Pamiętajcie, że wszystko wyczuwacie palcami... nawet podczas zmiany pieluchy! 
Dziecko dorasta i zaczyna biegać, no i wybiega na ulicę, bo widzi piękną piłeczkę, która mu ucieka... przy okazji gubi swoja maskotkę... a wy nie możecie mu pomóc, bo nic nie widzicie. 

Właśnie z taką codziennością zmagał się Ryan Knighton, który napisał książkę "Zapiski niewidomego taty". To autobiograficzna książka, która ukazała się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia z serii Zbliżenia. Jak pewnie zauważyliście, lubię serię Zbliżenia i przeczytałam już większość proponowanych przez wydawnictwo. Ta zaskoczyła mnie szczególnie. Może dlatego, że nigdy nie zastanawiałam się, co czuje niewidomy człowiek, który wychowuje dziecko. Nigdy nie pomyślałam, jaki musi przeżywać dramat. Ta książka uświadomiła mi, z jakimi myślami i uczuciami boryka się rodzic, który ma uszkodzony zmysł wzroku. Nie mówię tu o wszystkich niedogodnościach takich "przyziemnych". Autor je opisuje, ale ni eto jest najistotniejsze. Zdecydowanie bardziej bolesne były fragmenty, w których Ryan przyznawał się, że jest bezsilny, że nie jest dobrym ojcem, bo nie może zapewnić swojemu dziecku podstaw do prawidłowego rozwoju, począwszy od tych fizjologicznych, po także ważne poczucie bezpieczeństwa. Jak ma zapewnić poczucie bezpieczeństwa, jeśli sam go nie posiada?

Książka właściwie podzielona jest na dwie części - staranie się o dziecko i posiadanie dziecka. Dramat nieprzespanych nocy itd. itd. Żal mi bardzo było Tracy - żony Ryana - która musiała uważać za dwóch, przewidywać przyszłość. Żałuję, że było jej w tej książce tak mało. Szkoda, że dodano choć jednego rozdziału z jej perspektywy i jej wypowiedzi. Mnie zdecydowanie bardziej podobała się pierwsza część - oczekiwanie na dziecko, przygotowania, niepewność, obawy a jednocześnie ta naiwna wiara, że wszystko się uda:) Później trochę zbyt dużo było płaczu i zbyt mocny przeskok wiekowy - z niemowlaka po biegające dziecko. Nawet nie wiedziałam, kiedy to się stało. 

Cieszę się, że takie książki powstają, że ludzie mają odwagę publikować swoje wartościowe zapiski, przemyślenia, swoją historię. Mnie one uzmysławiają i przypominają zarazem, że nie jesteśmy wszyscy tacy sami, monotonni na tym świecie, ale każdy przezywa swoje historie, swoje dramaty i ma swoje odczucia, które musi brać pod uwagę, kiedy staramy się rozumieć ludzkie postępowanie. Nikt z nas nie ma prawa osądzać Ryana ani żadnego niewidomego, który decyduje się na dziecko. To jego prywatna sprawa. Jednak podziwiać wytrwałość, odwagę i rozwagę powinien każdy.